Witamy w Londynie

Kilka lat temu zorganizowałam uczniom wycieczkę do Londynu. Wtedy jeszcze było to bezpieczne. Sama niestety nie wzięłam w niej udziału, gdyż tuż przed zaplanowanym wyjazdem zaniemogłam. Pamiętam, jak uczniowie relacjonowali mi ją i wyrażali wielkie rozczarowanie tym, że na każdym kroku spotykali rodaków i nijak nie mogli przećwiczyć swojej znajomości języka angielskiego. 🙂 Niemniej, wycieczka im się podobała, dużo zobaczyli i miło wspominali ten wyjazd. Korci mnie, żeby znów zorganizować taką wycieczkę. Dla uczniów to bardzo motywujące.

Tymczasem temat o Londynie i jego licznych atrakcjach pojawił się na naszych lekcjach w poprzednim tygodniu. Były bardzo wizualne, że tak to ujmę. Wykorzystałam bowiem prezentacje w Power Point’cie wykonane przez moich uczniów (już absolwentów). Ponadto obejrzeliśmy wnętrza Pałacu Buckingham i uroczystą zmianę warty przed nim. Oczywiście, pozwoliłam sobie na odrobinę prywaty i pokazałam uczniom swoje zdjęcia ze stolicy Anglii. Tak, to te, na których jeszcze byłam piękna. 😀

Fot. z archiwum autora
Reklamy

Kalambury

W minionym tygodniu uczniowie klasy 4c ćwiczyli czasownik „can” podczas gry w kalambury. Przygotowałam hasła na karteczkach, były wśród nich i łatwiejsze, i trudniejsze (Fish can swim but they can’t dance very well).

Podzieliliśmy się na 4 równoliczne zespoły. Ustaliliśmy, która drużyna gra z którą. Co ciekawe, nikt nie zapytał, czy gramy na punkty. Bardzo mnie to ucieszyło, bo chodziło również o to, żeby było przyjemnie. Wszak w miłej atmosferze wiedza łatwiej wchodzi do głowy.

W każdej grupie uczestnicy przyporządkowali sobie kolejne numery. Dany zawodnik losował hasło i mógł je pokazać samodzielnie lub z pomocą innych osób z drużyny (np. gdy chodziło o pokazanie family).

Przykładowe hasła

Pearson w pakiecie z Quizletem

Wydawnictwo Pearson (Longman) wypuściło na rynek nowość – podręczniki z gotowymi zestawami ćwiczeń na Quizlecie. Brawo Wy!

Jest to niewątpliwie ukłon w stronę nauczycieli, bo zdjęto nam z barków konieczność samodzielnego wprowadzania słówek i zwrotów do tej aplikacji.

Dostaję coraz więcej sygnałów od uczniów i ich rodziców, że Quizlet doskonale spełnia swoją rolę. Pomaga uczniom opanować słownictwo w oparciu o atrakcyjne dla nich gry i ćwiczenia wizualne. Nie od dziś wiadomo, że wielozmysłowe uczenie się jest najbardziej skuteczne.

Czyń dobro

W tym tygodniu zaczęłam z 7-klasistami rozdział dotyczący dobroczynności. Rozmawiamy o różnych jej aspektach i sposobach pozyskiwania funduszy na cele charytatywne.

Dzisiejszą lekcję okrasiłam filmikami z youtube: ICU grandpa i Happiness life hacks from Japan. Pierwszy wybrałam z uwagi na silne wzruszenie, które u mnie wywołał. Oto bowiem emeryt zgłosił się do szpitala jako wolontariusz do pomocy w opiece nad wcześniakami i noworodkami, którym rodzice z różnych względów nie mogą poświęcić tyle czasu i CZUŁOŚCI, ile by one potrzebowały. Tuli je więc w ramionach, głaszcze, mówi do nich. Dla takich maleństw to bardzo ważne. Nie dość, że pozwala im się prawidłowo rozwijać, to jeszcze najprawdopodobniej zapobiega SIDS, czyli syndromowi nagłej śmierci łóżeczkowej. Sama jestem mamą, więc takie tematy uderzają w moje najczulsze struny. Skłoniło mnie to także do przyjrzenia się samej sobie jako matce – czy zapewniam swojemu maluchowi wystarczająco dużo uwagi i przytulasków.

Próbowałam zagaić rozmowę o tym, że wolontariat w krajach anglojęzycznych jest zjawiskiem powszechnym. Także i w naszym kraju staje się coraz bardziej popularny. Zapytałam, dlaczego warto bezinteresownie pomagać innym ludziom. Może wzruszenie odebrało uczniom mowę? Wspomniałam więc o czymś tak prozaicznym, jak kształtowanie miękkich cech, takich jak empatia, współczucie. Tutaj można poczytać o tym więcej.

W naszej szkole również działa wolontariat. Uczennice rzeczonej klasy m.in. wspierają pracę świetlicy, pomagając młodszym kolegom i koleżankom.

Drugi filmik wybrałam z uwagi na przesłanie „mindfulness of others”, czyli najogólniej rzecz ujmując: uważność innych, uwzględnianie drugiego człowieka. Wiąże się tam ona bezsprzecznie z szacunkiem wobec bliźniego.

Następnie przytoczyłam uczniom cytat znaleziony w internecie o tym, że jeśli masz pełną lodówkę, dach nad głową, miejsce do spania i ubranie na grzbiecie, to jesteś bogatszy niż 75% ludzi na świecie (obstawiałam, że chodzi o 2/3). Warto to sobie uświadomić w codziennej gonitwie za pieniądzem i karierą. Gdyby się zagłębić w temat, okazałoby się, że tak naprawdę nie potrzeba nam do szczęścia zbyt wiele.

Na koniec zaproponowałam uczniom ćwiczenie na najbliższy tydzień. Zaproponowałam, żeby codziennie wieczorem zastanowili się przed zaśnięciem, za jakie 3 rzeczy są w danym dniu wdzięczni. Ode mnie usłyszeli: „Jestem wdzięczna za życie, moją rodzinę i za was, ponieważ motywujecie mnie do rozwoju”. 🙂

Herbatka z królową

Czuję, że powoli dopada mnie syndrom stresu pourlopowego. Wszak ferie nieuchronnie dobiegają końca. Zostało już tak mało czasu, a tak wiele chciałabym jeszcze zrobić… że chyba usiądę i poczekam, aż mi przejdzie. Zaparzę sobie herbatkę w iście królewskim stylu. Taki zabawny i zarazem jakże trafiony upominek otrzymałam od swojej najmłodszej siostry:

Żeby nie było mi żal otwierać, kupiła mi 2. Od razu widać, że bardzo mnie kocha i zna mnie jak nikt inny. 😉

Z kim by się tu zatem napić tego popularnego napoju? Nawiasem mówiąc, w Anglii najczęściej pije się herbatę z mlekiem, u nas zwaną bawarką. Jeśli mogłabym wybrać sobie dowolną osobę z rodziny królewskiej, w towarzystwie której chciałabym spędzić trochę czasu, to byłby to… książę Filip. Jawi mi się on jako osoba niezwykle barwna, błyskotliwa, z ogromnym poczuciem humoru. A może z racji wieku ma już wszystko gdzieś i dlatego mówi, co myśli (tudzież co mu ślina na język przyniesie)? Niektóre kontrowersyjne wypowiedzi księcia przytoczono tutaj.

Gdyby ktoś chciał wysłać Harremu i Meghan okolicznościowe życzenia, to można je skierować pod adres:

 

His Royal Highness Prince Henry of Wales

Clarence House
London
SW1A 1BA

Więcej informacji o tym, jak nasza korespondencja z członkami rodziny królewskiej powinna wyglądać, można znaleźć tutaj. Są tam również adresy pozostałych medialnych osób z tego grona.

No. To lecę na herbatkę. A Wy?

Trója i Alleluja!

Tak, wiem, że są ferie. Tak, wiem, że powinnam odpoczywać. Tak, wiem, że mogłam w tym czasie poczytać coś pozabranżowego. Sprawdziłam jednak sprawdziany swoim trzecioklasistom. I naszła mnie pewna myśl, która zakiełkowała we mnie przy okazji wystawiania ocen na I semestr/śródrocznych/jak zwał, tak zwał, a teraz stała się pretekstem do napisania tego tekstu.

Podczas mojej niespełna 3-letniej przerwy w wykonywaniu zawodu zespół nauczycieli języków obcych w naszej szkole ustalił następującą skalę ocen w klasach 1-3: „Uczeń/Uczennica doskonale/bardzo dobrze/dobrze/słabo/bardzo słabo/nie opanował(a) materiał(u) z języka angielskiego/niemieckiego”. Na pozór wszystko gra. Ba! Podobny pomysł miałam już dawno, odpuściłam jednak jego forsowanie, gdyż uznałam go za twór niedoskonały. Moje wątpliwości budził bowiem odpowiednik oceny dostatecznej. Według mnie, jest to ocena przyzwoita i nie mogę się zgodzić na nazwanie jej słabą. Gdy sprawdzam poziom opanowania przez uczniów jakiegoś zakresu materiału i oceny zaczynają się od 3, to jestem zadowolona. W szczególności oceny dostateczne cieszą mnie u uczniów, dla których nauka języka obcego stanowi nie lada wyzwanie. I właśnie w takiej sytuacji określenie, że ktoś słabo opanował dany materiał jest wielce niesprawiedliwe i wręcz krzywdzące. Wszak jedną z funkcji oceny jest motywowanie uczniów do dalszej pracy. Natomiast gdy uczeń daje z siebie wszystko, otrzymuje 3 i słyszy, że to słabo, może się wyraźnie zniechęcić. Czym więc to zastąpić, żeby brzmiało rzetelnie i odpowiednio?

Zauważyłam, że producenci naklejek i pieczątek – z nazwy – motywujących też nie uwzględniają tych drobnych niuansów. Być może nikomu nie przyszło do głowy zwrócić im na to uwagi. Tymczasem jest to, moim zdaniem, istotne, o ile chcemy oceniać kształtująco i uwypuklać w komentarzu to, co uczeń zrobił dobrze. We wspomnianych pomocach dla nauczyciela przy ocenie 3 widnieją napisy typu: „Pracuj więcej”, „Stać Cię na więcej”. Być może tak jest, ale gdybym ja jako ten przeciętny uczeń usłyszała takie słowa, pomyślałabym, że mimo moich starań, nie jestem dość dobra i moje poczucie własnej wartości, samoocena i samopoczucie ległyby w gruzach (w każdym razie znacząco by się obniżyły). A to także demotywuje, zatem nadal oddala nas od pożądanego efektu.

Nie może to być również „Not bad” czyli „Nieźle”, gdyż chodzi nam o to, by podkreślić to, co poszło OK i dać symbolicznego „kopa na zapęd”. „Nie-źle” nie oznacza „Dobrze”, słyszymy jedynie, że nie poszło nam źle. A to jeszcze nie jest sukces.

Pewnym kompromisem mogłoby być wykorzystanie stwierdzeń typu: „Robisz postępy. Brawo! Oby tak dalej!” W wersji angielskiej mogłoby to być „Good job!”, „Good effort”. Bo to przecież ten effort, czyli wysiłek jest tym, co się liczy. Nie jest tak istotne to, jak dane dziecko wypada na tle klasy, lecz to, czy ono w stosunku do siebie zrobiło postępy, czy się rozwija.

Szczególnie w młodszych klasach naklejki czy pieczątki robią na dzieciach wrażenie. Mimo iż teoretycznie na pierwszym etapie edukacji szkolnej nie ma ocen cyfrowych, uczniowie szybko je sobie przeliczają i wiedzą, co kto dostał – że „Wspaniale” to 6, „Bardzo dobrze” to 5, itd. Tymczasem w niektórych przypadkach uzasadnione byłoby przyznanie uczniowi „trójkowemu” (to określenie umowne, nie mające nikogo urazić, stąd cudzysłów) komentarza „Wspaniale!”, bo my jako nauczyciel wiemy, że wykonanie danego zadania kosztowało go wiele pracy i wysiłku. Natomiast wyobrażam sobie reakcję niektórych dzieci i – o, zgrozo – ich rodziców, że jak to, ocena wspaniale u ich dziecka i ocena wspaniale u tamtego ucznia to niby to samo? Oczywiście, że nie! Ale nadal jest to jak najbardziej ocena sprawiedliwa. Bo sprawiedliwie nie zawsze znaczy po równo. Sprawiedliwie znaczy każdemu wedle potrzeb. A potrzebą ucznia przeciętnego jest dowiedzieć się, że zmierza w dobrym kierunku, że ta ciężka praca, którą wkłada w swoją naukę, jest owocna.

Możliwe, że to, że tyle czasu poświęcam myślom o ocenach i ocenianiu, ma przełożenie na odbiór stawianych przeze mnie not jako adekwatnych i miarodajnych. Zdarza się, że spotykani przeze mnie w mieście absolwenci lub ich rodzice oprócz „Dzień dobry” mówią mi też wiele miłych słów, np. że udało im się utrzymać podobny poziom w gimnazjum, że wygrywają olimpiady, że najlepiej w klasie napisali diagnozę wstępną lub że to mnie zawdzięczają rozbudzenie w sobie pasji do nauki języka angielskiego lub języków obcych w ogóle. A to jest miód na moje (niestety, dosłownie) skołatane serce.

Tytułowa „Trója i Alleluja!” lub też „3 and God bless me” zostały ukute podczas moich studiów licencjackich, kiedy byliśmy już tak przeciążeni obowiązkami, że było nam wszystko jedno, co dostaniemy, byle zaliczyć i mieć to z głowy. Na ogół szło nam dużo lepiej, ale to hasło jakby nas rozluźniało. A stres związany z nadmiarem obowiązków to już temat na inny wpis. Teraz czas na kawkę i przyjemności. 🙂

 

Dzień Babci i Dziadka

Babcie i dziadkowie to osoby o szczególnym znaczeniu w życiu dziecka. Niektórzy twierdzą, że rodzice są od wychowania, zaś dziadkowie – od rozpieszczania. Ci pierwsi są często zbyt zabiegani, by dać dzieciom to, czego ci drudzy na ogół mają pod dostatkiem: czas, uwagę, miłość, czułość, troskę, szczere zainteresowanie sprawami wnuków. Można by rzec, że dziadkowie niczym muzyka łagodzą obyczaje, tudzież międzypokoleniowe niesnaski i spory, służą radą, mądrością i doświadczeniem.

Takimi wyjątkowymi ludźmi są dla mnie moi dziadkowie. Jeśli chcecie wirtualnie poznać moją ukochaną Babcię, zajrzyjcie na innego mojego bloga: https://blogiceo.nq.pl/iteachwithpassion/najlepsza-babcia-na-swiecie/

Swojemu Dziadkowi, z szacunku dla Jego zasług, założyłam osobny blog: https://edwardmojsak.wordpress.com/

O tym, dlaczego dziadkowie są ważni, można poczytać tutaj: https://parenting.pl/dlaczego-dzieci-potrzebuja-czestych-kontaktow-z-dziadkami

Jest to temat bardzo aktualny wobec zjawisk eurosieroctwa, migracji czy alienacji seniorów.

A Wy, złożyliście już życzenia lub/i wizyty swoim Babciom i Dziadkom?

Fot. pixabay.com CC0

Mary Glasgow Magazines

Kilka tygodni temu zachęciłam swoich uczniów do zaprenumerowania Mary Glasgow Magazines. Po otrzymaniu przesyłki okazało się, że jeden z numerów poświęcony jest omawianej przez nas w szkole tematyce – i to dokładnie robotowi Nao. 🙂 Zainteresowanie tym tematem od razu wzrosło. 🙂

Cieszę się, że uczniowie szukają pozaszkolnego kontaktu z językiem angielskim. Ich wewnętrzna motywacja do nauki jest kluczem do ich sukcesu. Ja, metaforycznie mówiąc, mogę przyprowadzić konia do wodopoju, ale nie zmuszę go, żeby pił. Innymi słowy, mogę dwoić się i troić, ale jeśli uczeń sam nie poczuje potrzeby doskonalenia się, to osiągnę mniej niż przy jego aktywnej współpracy.

Jako uczennica kupowałam kiedyś „The World of English„. Mam je do tej pory. 🙂 Obecnie dwumiesięcznik ten nie ukazuje się, ale dostępne są online materiały z numerów archiwalnych (w menu trzeba wybrać „Articles”). To doskonałe zasoby dla osób przygotowujących się do egzaminów, konkursów i olimpiad, a także dla pomagających im w tym nauczycieli.

Lubiłam (ba! nadal lubię!) też analizować teksty piosenek, choć tu oczywiście wskazana jest czujność, gdyż niektóre hity zawierają błędy (np. dla zachowania określonego rytmu). Ale i na błędach – zwłaszcza cudzych – dobrze jest się uczyć, choćby po to, by samemu ich unikać.

W necie aż roi się od nagrań typu karaoke, które można wykorzystać do nauki zarówno w domowym zaciszu, jak i w szkole. Dzieci to lubią (które dziecko czy nastolatek nie marzy o karierze muzycznej?), a skoro tak, to warto to wykorzystać. Przynajmniej od czasu do czasu.

Robota dla robota

W zeszłym roku wspomniałam o wizji zastępowania ludzi robotami. Mimo iż moi 7-klasiści mi nie dowierzają, myślę, że stanie się to w kolejnym 10-leciu. A może nawet szybciej. Lubimy podpatrywać i zaszczepiać u siebie (czasem, niestety, bałwochwalczo i bezkrytycznie) różne nowinki z Zachodu. Jestem więc przekonana, że wkrótce zawita do polskich szkół popularny na Wyspach Brytyjskich robot Nao. W brytyjskich szkołach ów nowoczesny robot humanoidalny sprawdza się szczególnie w pracy z dziećmi z autyzmem. Można go kupić tutaj… w cenie średniej klasy samochodu.

O tym, jakie wyzwania niesie ze sobą wprowadzenie takich robotów do powszechnego użytku, piszą na Edunews „Czy roboty wygryzą nas z roboty?”. Z jednej strony zjawisko to wydaje się nieuniknione, jeśli chcemy iść z duchem czasu, a z drugiej – niesie sporo zagrożeń. Najbardziej ewidentnym zdaje się być bezrobocie w tej grupie ludzi, których zawody całkowicie znikną z rynku, gdyż zostaną w pełni zautomatyzowane. Bezrobocie z kolei, zwłaszcza długotrwałe, często pociąga za sobą inne negatywne zjawiska społeczne, jak wzrost agresji czy przestępczości.

Remedium na to zdaje się być m.in. dostosowanie systemu kształcenia do potrzeb rynku. I zaraz myślę o swojej szkole, w której pracujemy głównie na sprzęcie z odzysku – przestarzałym, zużytym, kapryśnym, który działa jak chce. Z piasku bicza nie ukręcisz. Tym bardziej, że i w domu nie wszyscy mają dostęp do nowoczesnych technologii.

Zgodnie z prawem dżungli, przeżyją tylko najlepiej przystosowani, czyli osoby elastyczne, skłonne do ustawicznego szkolenia i doskonalenia się. Ponadto już teraz trendem jest zmiana zatrudnienia i branży średnio co 2-5 lat, więc tak czy siak trzeba brać pod uwagę możliwość zmian. Okazuje się, że (za: MonsterPolska) osoby od lat wierne swojemu zakładowi pracy postrzegane są jako „zasiedziałe”, pozbawione ambicji i chęci rozwoju. Nie chodzi bynajmniej o to, żeby na siłę co kilka lat zmieniać pracodawcę, lecz by nieustannie zdobywać nowe kwalifikacje, być na bieżąco z nowinkami i nie popaść w rutynę.

Fot. http://www.pixabay.com CC