Nowe słowa i niewolnicy podręczników

Po serii zajęć i ćwiczeń pobudzających wyobraźnię zaproponowałam uczniom zadanie (w parach, metodą wędrujących kartek) polegające na wymyśleniu nowej nazwy na określenie wybranego przez parę rzeczownika. Każda para wybrała i zapisała u góry kartki jeden rzeczownik, po czym kartki ruszyły w drogę. Przeoczyłam jeden dubel, ale nie był to kłopot – należało wymyślić jeszcze inne słowo niż za pierwszym razem w tym konkretnym przypadku.

Jak widać na załączonych fotkach, niektórym uczniom nie sprawiło to trudności, dla innych zaś było nie lada wyzwaniem. Wniosek: warto częściej robić z dziećmi takie nietypowe zadania.

Jedna z uczennic zauważyła dziś, że jej koleżanka z równoległej klasy jest kilka stron dalej w ćwiczeniach matematycznych. Dla mnie to nic dziwnego. Po pierwsze, z nikim się nie ścigam. Po drugie, realizuję podstawę programową, a nie podręcznik. Jego zawartość stanowi wyłącznie propozycje, z których mogę skorzystać lub nie. Po trzecie, na to, w którym miejscu podręcznika czy ćwiczeń jesteśmy, zależy też m.in. od poziomu wiedzy i umiejętności dzieci, ich tempa pracy, ilości wycieczek i innych czynników. Nie ma się więc co spinać. Aczkolwiek znam co najmniej jedną osobę, która sztywno trzyma się scenariuszy zajęć, podręczników i ćwiczeń i realizuje je od deski do deski. Cóż, każdy indywidualnie pochodzi do swojej pracy.

Z kolei na angielskim mieliśmy dziś lekcję okolicznościową o Wielkanocy w Wielkiej Brytanii. Przygotowałam na pendrajwie kilka fotek prezentujących najważniejsze tradycje i zwyczaje tych świąt. W styczniu otrzymałam informację, że w naszej sali zostanie zamontowany projektor i do tej pory się go nie doczekałam. Chodzę więc po sali z laptopem i pokazuję zdjęcia lub slajdy. Dobre i to, chociaż czasem myślę, że to istna parodia. Zwłaszcza gdy porównam swoje możliwości do tego, czym dysponują superbelfrzy. Bo jak się porównywać, to zawsze do najlepszych.

W minionych latach często w tym okresie robiłam podopiecznym wielkanocny żart, który swoim pociechom robią angielscy rodzice. Tym razem z niego zrezygnowałam, bo mimo że z przymrużeniem oka, to jest on dedykowany niegrzecznym dzieciom. A ja takich nie mam. Informacja o tym zaintrygowała dzieci, więc osoby chętne otrzymały za zadanie wytropić w internecie lub innych źródłach, o jaki żart chodzi. Myślę, że takie zadania są dla dzieci atrakcyjniejsze niż uzupełnianie luk w ćwiczeniach. Uzupełnię ten wpis za 2 tygodnie, kiedy spotkamy się na angielskim ponownie. Zobaczymy, komu się uda dotrzeć do prawidłowej odpowiedzi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s