Wymarzony zawód

Lubię lekcje o przyszłości i rozmowy z dziećmi o tym, kim chciałyby zostać, gdy dorosną. Czas tak szybko leci… Zabawnie będzie kiedyś porównać dziecięce marzenia z rzeczywistością.

Jeśli o mnie chodzi, to powieje nudą. Od dziecka lubiłam się bawić w szkołę. Spora część mojej rodziny pracowała w oświacie, więc można rzec, że wyssałam to z mlekiem matki. O, zgrozo (bo przyszłość tej branży raczej nie rysuje się kolorowo) moje 3,5-letnie dziecko też chce pracować w szkole, bo tam (cytuję) jest fajnie i miło. 🙂 Ciekawe, skąd ma takie przekonanie. 😉

Rozmawialiśmy z dziećmi o zawodach, które ich zdaniem będą popularne w przyszłości. Zgodnie uznaliśmy, że dobrym interesem będzie posiadanie robota, który będzie za nas pracował. 🙂

Następnie zadaniem dzieci było uzupełnienie zdania: „W przyszłości chciał(a)bym zostać…, bo…” Byłam ciekawa pomysłów swoich podopiecznych.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Nie wiem, czy warto nastawiać się na wykonywanie konkretnego zawodu, skoro z wyliczeń badaczy rynku pracy wynika, że będziemy się przekwalifikowywać średnio co pięć lat. Mija powoli era dinozaurów, które wygrzewały swe ciepłe posadki od matury do emerytury. Ma to swoje dobre i złe strony, jak wszystko w życiu.

Oprócz tego pracowaliśmy dziś metodą wędrujących kartek nad bardzo trudnym zadaniem. Wyszukiwaliśmy w pamięci i słowniczkach wyrazy zawierające cząstki -arz lub -erz. Zmodyfikowałam zadanie z podręcznika, gdyż uznałam je za tendencyjne: polegało bowiem na wypisaniu nazw zawodów z ww. końcówkami. Ponieważ wiedziałam, co zadaję, dla podniesienia motywacji zapowiedziałam, że osoby lub pary, które znajdą przysłówki i nazwy zwierząt, otrzymają ode mnie bonus (naklejka „Wzorowa aktywność”). Udało się to sześciu osobom, więc nie było tak źle.

Tabelki można pobrać tutaj: czesci mowy z erz i arz

Sporo czasu poświęciliśmy też na koleżeńską ocenę prac. Dzieci bardzo to lubią, choć wcale nie jest to takie łatwe, jak by się mogło wydawać. Zapisuję na tablicy kategorie. Czasem to 1, 2, 3, innym razem A, B, C, ale równie dobrze może być jabłko, gruszka i śliwka – dzieci i tak szybko dopasują symbole do ocen (5, 4, 3 – innych nie stawiam, chyba że ktoś naprawdę się nie postara). Możliwe są też kategorie pośrednie np. między 1 a 2, między 2 a 3, A/B, B/C.

Pokazuję im po kolei prace i proszę o opinię. Cieszy mnie to, że uczniowie oceniają rzetelnie. Mówią o kompozycji, doborze barw, staranności. Oceniają naprawdę adekwatnie do włożonego wysiłku. Co najważniejsze, nie podaję autora i proszę, by ów się nie ujawniał. Chodzi o uczciwą opinię, a nie plebiscyt sympatii i antypatii. Jeśli słyszę rozbieżności w ocenie, przeprowadzam tajne głosowanie. Dzieci zamykają oczy, a ja podaję opcje do wyboru. Zliczam głosy i przyjmuję decyzję większości. Raczej nie zdarza się, żeby moja opinia (którą na ogół zachowuję dla siebie) znacząco odbiegała od oceny uczniów. Wydaje mi się, że już kiedyś o tym pisałam – możliwe, że dzieje się tak dlatego, że parokrotnie pokazałam dzieciom, co biorę pod uwagę oceniając ich prace, czyli właśnie kompozycję, dobór kolorów, estetykę, włożony wysiłek. Warto choć od czasu do czasu pozwolić uczniom na ocenę koleżeńską. Zaręczam, że od tego korona z głowy nie spada. 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s