Jak zjeść słonia?

Po niemal 2-tygodniowej przerwie wróciłam do pracy. Nieobecność spowodowana była walką z wirusem grypopodobnym, który dosłownie mnie znokautował. Najpierw mnie, a potem pozostałych członków mojej rodziny. Gdy z ust pierwszaka usłyszałam w czwartek „I’m glad you’re back”, od razu poczułam się lepiej. 🙂 Wczoraj zaś jeszcze poprawili ten efekt i gdy na koniec zajęć powiedziałam: „It’s time to say goodbye.”, rozległ się przeciągły jęk: „Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeee”. Ale o co chodzi? „Bo my kochamy angielski.” 🙂

W dwóch klasach – 4 i 7 – miałam okazję przypomnieć/przedstawić uczniom prezentację o skutecznej nauce. Pisałam już o tym kilkakrotnie i widzę wciąż taką potrzebę (tutaj linki dla zainteresowanych: część 1 i część 2). Zarówno 4- jak i 7-klasiści utyskują na nadmiar obowiązków. To sprawia, że zajmują się głównie przedmiotami „priorytetowymi”, których nauczyciele nie odpuszczają. Dzieje się to kosztem innych przedmiotów. Ta priorytetyzacja jest poniekąd pewnym sposobem na poradzenie sobie z natłokiem zadań do wykonania. Czy jej efekty są jednak satysfakcjonujące?

Fot. http://www.pixabay.com

Odnoszę wrażenie, że fundujemy dzieciom podobny kierat, w jakim sami jako dorośli funkcjonujemy. Pytanie tylko: po co? Czy ten wyścig szczurów, do jakiego przyzwyczajamy dzieci od najmłodszych lat jest wart swojej ceny? A cena jest dość wysoka: fobia szkolna, nerwica, depresja, samobójstwa… Zdaje się, że wszyscy chcemy dla swoich dzieci czegoś zgoła odmiennego. Taki paradoks. A może kwestia wyboru?

Najbardziej zmartwiła mnie sytuacja moich 4-klasistów, którzy na koniec klasy 3 uzyskali wynik z diagnozy końcowej na poziomie 81%, natomiast obecnie w comiesięcznych testach z trudem przekraczają próg 60%. To daje do myślenia i każe bliżej przyjrzeć się przyczynom.

Niewątpliwym plusem w tej akurat klasie jest brak problemów z dyscypliną i przyjazna atmosfera. Jest to owoc naszej wieloletniej i wielostronnej współpracy. Z tego względu uważam, że prowadzenie klasy przez jednego nauczyciela przez kilka lat ma swoje uzasadnienie. Wiadomo, że teoria teorią, a życie życiem – zdarza się, że z przyczyn losowych daną klasę co roku uczy ktoś inny. Wówczas co roku uczniowie przyzwyczajają się do nowej osoby, jej metod i technik nauczania (a do tego: „A tamta Pani nam na to pozwalała, a tamta Pani nam to tak tłumaczyła…). W przypadku kontynuacji współpracy z tym samym nauczycielem konkretna praca zaczyna się od razu, bez zbędnej zwłoki. Łatwiej też zaobserwować postępy.

Rozmowę zaczęliśmy od podstaw, czyli od piramidy potrzeb Maslowa. Okazuje się, że problemy pojawiają już na poziomie elementarnych potrzeb fizjologicznych. Z różnych względów całkiem spora grupa dzieci wskazała brak odpowiedniej ilości snu jako źródło swoich niepowodzeń szkolnych. Niektórym z nich doskwiera też bezsenność (podobno pomaga picie soku z wiśni i wyciszenie emocji w porze snu). Jak wiadomo, niedostateczna liczba godzin snu rzutuje na samopoczucie i (nie)chęć do realizacji stawianych przed nami zadań. Ponadto w takiej sytuacji nasz organizm obniża produkcję greliny odpowiedzialnej za uczucie głodu. Krótko mówiąc, gdy jesteśmy niewyspani, nasze ciało próbuje pozyskać brakującą energię z pożywienia. Sprawia to, że sięgamy po produkty dające nam złudzenie chwilowej zwyżki. Ponieważ nie trwa ona długo, sięgamy po kolejne przekąski, a stąd to już prosta droga do nadprogramowych kilogramów. O innych skutkach wynikających z niewyspania można poczytać tutaj.

Kolejną sprawą, na którą uczniowie zwrócili moją uwagę, było odżywianie. Nasz organizm jest w stanie tak delikatnej równowagi, że nawet niewielki niedobór witamin czy minerałów potrafi dać spektakularne objawy (sama tego przed rokiem doświadczyłam). Jest to szczególnie ważne teraz, na przednówku, kiedy dostępność WARTOŚCIOWYCH owoców i warzyw jest ograniczona przez sezon zimowy. Zdania na temat suplementacji są podzielone. Osobiście skłaniam się ku uzupełnianiu niedoboru witamin i minerałów w sposób naturalny, np. przez spożywanie migdałów, orzechów, pestek dyni, picie soku z aceroli  czy czarnego bzu (niezmiennie zdumiewa mnie sprzedaż soków w przezroczystych opakowaniach, gdy powszechnie wiadomo, że witaminy giną wystawione na działanie światła). Niektórzy zachęcają do przyjmowania kwasów omega 3 i 6, które podobno mają zbawienny wpływ na układ nerwowy, wyciszają, poprawiają koncentrację, a to bezpośrednio przekłada się na gotowość do osiągnięcia sukcesu szkolnego.

Istotna jest także podaż wody, z której nasz organizm w dużej mierze się składa. Sam mózg zużywa jej ok. 40% (a składa się w 82% z tego związku chemicznego). Wystarczy niewielkie odwodnienie, żeby odczuć tego skutki: senność czy zaburzenia pracy serca.

Jeśli nasz organizm ma nam służyć długie lata, należy o niego odpowiednio dbać. Nie można traktować żołądka jak śmietnika i wrzucać doń byle czego. Dobre „paliwo” to podstawa. Powiedziałabym wręcz, że należy się odżywiać, a nie tylko jeść. To znacząca różnica. To, czym się żywimy, ma bowiem ogromny wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie.

Następną kwestią, poruszoną przez uczniów, było poczucie własnej wartości. Jest to element wpływający zarówno na pojawienie się motywacji do nauki, jak i na jej brak. Wiąże się to też ze wspomnianą wyżej piramidą potrzeb Maslowa. Jest to sygnał dla nas-dorosłych, tak rodziców, jak i nauczycieli, by traktować dzieci z należytym szacunkiem, by nie podkopywać ich wiary we własne siły i możliwości, by zachęcać do pokonywania trudności. To, CO i JAK mówimy do dzieci, ma duży wpływ na to, jak one same postrzegają siebie. Do tego, by dzieci czuły się pewne siebie i gotowe do podejmowania wyzwań, jakie niesie każdy dzień, potrzebują miłości, czułości, zainteresowania ze strony RODZICÓW. Tej „roboty” nikt za rodzica nie wykona.

Wracając do zagadnienia poruszonego na początku tego wpisu – priorytetyzacji celów i zadań, jest to jakiś pomysł na poradzenie sobie z natłokiem zajęć. W skali makro: należy skupić się wyłącznie na tym, co ważne, a resztę – kolokwialnie rzecz ujmując – olać lub poświęcić temu mniej uwagi (czyli zrobić, ale niekoniecznie na wysoki połysk). W skali mikro: należy postąpić jak ze słoniem. Jak zjeść słonia? Po kawałku.

Zatem po pierwsze, należy zadbać o porządek na biurku, żeby ograniczyć liczbę bodźców rozpraszających naszą uwagę. Przed nami powinno być tylko to, co jest niezbędne do odrobienia lekcji z danego przedmiotu. Jeśli ułożymy na blacie stos książek i zeszytów, zmęczy nas sama świadomość tego, co jest jeszcze do zrobienia.

Po drugie, należy zacząć albo od ulubionego przedmiotu, albo od tego, z czego jest najwięcej zadane. Jeśli bowiem taką obszerną pracę zostawimy sobie na koniec, najprawdopodobniej będziemy już tak zmęczeni tymi pomniejszymi zadaniami, że na to duże zabraknie nam sił i motywacji.

Po trzecie, co jakiś czas należy wietrzyć pokój, żeby brak tlenu nie zniechęcił nas do wysiłku.

Po czwarte, co około 30-40 minut należy zrobić ok. 5-minutową przerwę. Można ją przeznaczyć właśnie na przewietrzenie pokoju, małą przekąskę (np. migdały, orzechy, kawałek gorzkiej czekolady, owoc, jogurt), wypicie szklanki wody, kilka prostych ćwiczeń gimnastycznych (ruch jest bardzo ważny z uwagi choćby na to, że wpływa na kondycję całego organizmu, wspiera przemianę materii, pozwala dotlenić mózg, itd.). Nie należy jej przesadnie przeciągać, by nie stracić ochoty na kontynuowanie zadania.

Na koniec zajęć uczniowie mieli wybrać jedną rzecz, którą spróbują zmienić i sprawdzą, jak wpłynie ona na ich chęć do nauki i skuteczność tej nauki. Wszak nawet najdłuższą podróż zaczyna się od pierwszego kroku.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.