I cóż, że ze Szwecji

Rok temu przy okazji omawiania lektury „Dzieci z Bullerbyn” pokazałam uczniom (obecnej klasy 4b) m.in. notatki poczynione podczas wizyty w Szwecji. Zwykle, gdy jestem zagranicą, staram się podłapać kilka przydatnych zwrotów grzecznościowych. To zawsze robi dobre wrażenie na tubylcach. Łatwiej tym wzbudzić ich sympatię. Jest to też przejaw szacunku wobec nich. Znajomość języków obcych pozwala nam czuć się obywatelami świata i z tego powodu jest nie do przecenienia.

Moim uczniom tak się ta lekcja języka szwedzkiego spodobała, że przypomniawszy ją sobie ostatnio poprosili mnie o odświeżenie im podanych wówczas słówek i wyrażeń. Zachęciło mnie to do przeszukania zasobów Internetu pod kątem lekcji szwedzkiego dla początkujących. Wygląda na to, że uda mi się połączyć przyjemne z pożytecznym, gdyż znalazłam „Szwedzki w 3 minuty”, gdzie lektorka objaśnia użycie różnych zwrotów po angielsku. Ponadto z jej strony można pobrać dodatkowe materiały oraz darmową aplikację do nauki jej ojczystego języka.

W związku z tym przyszedł mi do głowy pomysł, że przez kolejny rok szkolny będziemy się spotykać na dodatkowych zajęciach, podczas których będziemy się wspólnie uczyć podstaw języka szwedzkiego. W nagrodę zaś w maju lub czerwcu kolejnego roku kalendarzowego wybierzemy się w rejs do Szwecji. Promy ze Świnoujścia czy Trelleborga do Ystad i Malmö kursują regularnie.

Polecam Wam obejrzenie krótkiego video na YT, z którego (po angielsku) dowiecie się, co robić, co jeść, co ubrać, a czego nie podczas pobytu w omawianym skandynawskim kraju. Miałam bardzo podobne spostrzeżenia podczas swojego tam pobytu.

 

Reklamy

Just dance

http://www.pixabay.com

Okazuje się, że nie tylko „śpiewać każdy może”, lecz także tańczyć. Na prośbę uczniów w ramach przerw śródlekcyjnych tańczymy do piosenek w Just dance. Na podlinkowanej stronie można wypróbować kilka piosenek za darmo.

Jest to nie tylko świetny pomysł na przerwę śródlekcyjną, lecz także na integrację zespołu klasowego, budowanie pozytywnej atmosfery w klasie, podniesienie poziomu energii i endorfin, dotlenienie organizmu. Korzyści można by mnożyć. Wszak ruchu nigdy za wiele. Ci, którym z tańcem nie po drodze, mogą śpiewać wybrane piosenki, ponieważ w rogu leci tekst z podświetleniem jak w karaoke.

Oto próbka z dzisiejszych zajęć: nasze Just dance

 

 

Me is happy

Jednym z oczywistych powodów, dla których jestem dziś w dobrym humorze, jest mój ulubiony dzień tygodnia. 🙂 Drugim powodem jest odzyskany entuzjazm w pracy. Wiosna i przepiękna pogoda tchnęły we mnie energię, której długo mi brakowało. Nie ukrywam, że swój udział w tym mają również motivational videos and speeches by dr Mateusz Grzesiak, które ostatnio oglądam. Zachęcił mnie do tego jeden z jego wpisów na fb, gdzie bardzo trafnie nakreślił portret współczesnego ucznia, czym niesamowicie podniósł mnie na duchu. Ale od początku…

Przedwiośnie było dla mnie bardzo wyczerpującym okresem. Długo leciałam na oparach, używając branżowego żargonu. Obawiałam się, że to, co czuję, to są już symptomy wypalenia zawodowego. Podobne odczucia miały też moje koleżanki po fachu, z którymi o tym rozmawiałam. Uczniowie wyjątkowo dali nam w kość w tym roku. Byłam zdruzgotana ich niefrasobliwością, brakiem motywacji, brakiem zainteresowania tak fascynującym przecież przedmiotem. 😉

Kiedy 4 lata temu pauzowałam ze względu na macierzyństwo, moi ówcześni uczniowie byli całkiem inni: ambitni, zmotywowani, zainteresowani, zdyscyplinowani, chętni do współpracy. Tymczasem teraz staję na rzęsach, żeby zmobilizować dzieci i młodzież do nauki angielskiego, bez którego – moim zdaniem – nie obejdą się w dorosłym życiu, stosuję nowoczesne technologie, grywalizację, daję z siebie 100% i w przypadku niektórych uczniów niewiele z tego wynika. Mam klasy, których średni wynik ze sprawdzianu jest na poziomie 94%, a są takie, którym ciężko przekroczyć 60%. O co chodzi?

http://www.pixabay.com

Jako pierwsza na to pytanie odpowiedziała mi autorka tego bloga. Bardzo mi ulżyło, bo zaczynałam już wątpić w siebie jako skutecznego (przecież dotąd) nauczyciela. Zachęcam Was do przeczytania tego wpisu, zwłaszcza jeśli już jesteście lub dopiero planujecie być rodzicami. Jest tam wiele cennych wskazówek, które pomogą zapobiec wychowawczej katastrofie. A w dzisiejszych czasach, przy szaleńczym tempie życia wcale o nią nie tak trudno. Nawet działając w dobrej wierze możemy popełnić błędy, które zaskutkują brakiem cierpliwości, empatii, szacunku u naszych dzieci. Lepiej zapobiegać niż leczyć.

Następnie na popularnym portalu społecznościowym trafiłam na wpis wspomnianego wcześniej dra Mateusza Grzesiaka. W dużym skrócie: jest to psycholog, coach, mówca motywacyjny, twórca autorskiej metody fast languages. Pod punktem 10. jego wpisu mogłabym się podpisać obiema rękami – mam identyczne odczucia. Nie miałam jednak odwagi wyrazić ich publicznie, by nikogo nie urazić i nie przysporzyć sobie kłopotów (wszak prawda w oczy kole). On z kolei jest osobą niezależną, spoza systemu, więc może bez żadnych obaw mówić, co myśli.

Pogodziwszy się z tym, jak myśli i działa najmłodsze pokolenie (płytko, szybko, tu i teraz, no respect, ma być fun, należy mi się), łatwiej mi będzie dostosować działania i wymagania do „klienta”. Wygląda na to, że nie pozostaje mi nic innego, jak zostać królową dowolnych social mediów, żeby zdobyć uwagę uczniów. 😀 Albo chociaż respekt na dzielni. 😀 „Tempora mutantur et nos mutamur in illis”. Choć bardziej chciałoby się zawołać: „O tempora, o mores!” <facepalm>

W jednym ze swoich filmików na YT Mateusz (bo tak proponuje do siebie mówić) opowiada, jak sam uczył się języków obcych. Pokazałam go ostatnio swoim uczniom, żeby przekonał ich inny znaczący dorosły niż ja. Mateusz zwraca uwagę na ogromny potencjał lingwistyczny nas-Polaków i podkreśla z całą stanowczością, że absolutnie nie powinniśmy mieć na tym tle żadnych kompleksów. Bardzo często zdarza się, że znamy język obcy lepiej niż niejeden native speaker – tak jesteśmy naładowani teorią. Mimo to, często mamy blokadę w mówieniu, podczas gdy biernie (słuchamy, czytamy) rozumiemy go wręcz doskonale. Namawia on do odpuszczenia sobie perfekcjonizmu i postawienia bardziej na sprawną komunikację niż stuprocentową poprawność.

Zwrócił jeszcze uwagę na społeczny aspekt przedkładania komunikacji nad przesadną poprawność. I tu przypomniał mi szeroko komentowaną w mediach sytuację, kiedy jedna z celebrytek w popularnym reality show powiedziała sławetne: „Me is Victoria Beckham and he is David Beckham”. Oczywiście, zaraz znalazło się grono buraków-cebulaków, którzy ją wyśmiali. Tymczasem (teoretyzuję, bo nie znam szczegółów) nawet jeśli wspomniana osoba dobrze znała angielski, to dla dobra sprawy (chciała uzyskać pomoc) dostosowała poziom komunikatu do możliwości odbiorcy. Gdyby zaczęła mówić angielszczyzną a la królowa brytyjska, ę ą bułkę przez bibułkę, z dużym prawdopodobieństwem natychmiast zbudowałaby duży dystans między sobą a odbiorcą i nie osiągnęłaby zamierzonego celu, jakim było uzyskanie wsparcia. Tymczasem użyte przez nią słownictwo z łatwością zobrazowało to, co chciała przekazać. Była skuteczna? Jak najbardziej!

„Żonglowaliśmy” tym dzisiaj trochę i żartowaliśmy, że ktoś pozbawiony silnej autokontroli językowej wydaje się być bardziej sympatyczny niż ktoś, kto się tak strasznie spina na bycie poprawnym. Ktoś, kto mówi: „Hello, me is Mike. Me like bananas” zdaje się być osobą, która szybciej zaadaptuje się do nowych warunków i szybciej nawiąże nowe znajomości niż osoba pokroju Madam Fufu, którą razić będzie każdy lapsus, która będzie ostrożnie cedzić każde słowo, bo jednocześnie będzie prowadzić zażarty monolog wewnętrzny na temat dostępnych struktur.

Reasumując, zachęcam Was do odwiedzenia kanału YT Mateusza Grzesiaka i skorzystania z jego wskazówek odnośnie nauki języków obcych. On sam zna 8 języków i obecnie uczy się dziewiątego, ponieważ zamierza rozszerzyć zasięg swoich działań na kolejny kontynent. Warto uczyć się od tych, którzy wiedzą, jak robić to skutecznie.

 

 

Dzień Ziemi

Z okazji przypadającego dziś Dnia Ziemi nasza szkoła podjęła w mijającym tygodniu szereg inicjatyw, o których można przeczytać na stronie szkoły lub na szkolnym profilu fb.

Moją propozycją dla uczniów było obejrzenie krótkiego video o Wielkiej Pacyficznej Plamie Śmieci. Jest to o tyle ważny temat, iż plastik zdaje się być ulubionym tworzywem naszego stulecia. Z uwagi na długi czas rozkładu będzie nam on towarzyszył jeszcze wiele wieków, jeśli nie tysiącleci. Przydałoby się więc zintensyfikować działania na rzecz ograniczenia jego obecności w środowisku, szczególnie że jego wpływ na nasze zdrowie wcale nie jest obojętny. Mowa tu m.in. o BPA (związku wykorzystywanym do produkcji tworzyw sztucznych), który podejrzewany jest o zaburzanie gospodarki hormonalnej, sprzyjanie problemom z płodnością, przyczynianie się do rozwoju otyłości (źródło). Poza tym skala problemu plastikowych odpadów jest porażająca (żeby nie powiedzieć przerażająca).

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Następnie na podstawie infografiki WWF uczniowie tworzyli plakaty zachęcające do dbania o środowisko. Niemal od razu padły deklaracje o zmniejszeniu liczby używanych przez nich plastikowych butelek, a także o ich właściwej segregacji. Tej ostatniej uczą się na bieżąco dzięki znajdującym się w szkole pojemnikom do segregacji. A wiadomo, czym skorupka za młodu nasiąknie…

Tak na marginesie, na stronie WWF można zamówić materiały informacyjne w postaci plakatów czy pocztówek.

Co ciekawe, Wielka Brytania chce od przyszłego roku wprowadzić zakaz sprzedaży plastikowych słomek, mieszadełek do napojów oraz patyczków do uszu. Wybrano akurat te trzy produkty, ponieważ można je łatwo zastąpić ekologicznymi zamiennikami. Królowa Elżbieta II już wprowadziła w związku w tym zakaz korzystania z tych produktów oraz z plastikowych butelek na terenie wszystkich królewskich posiadłości. Wszak przykład idzie z góry.

 

 

Wykrywacz kłamstw

Wojtek pokazał nam dzisiaj, jak działa aplikacja „Wykrywacz kłamstw” w jego telefonie. Każdy chętny mógł przetestować swoją prawdomówność, wygłaszając po angielsku dowolne zdanie i trzymając jednocześnie palec na ekranie. Śmiechu i emocji było co niemiara. Dla mnie najważniejsze było to, że uczniowie mówili po angielsku i dobrze się przy tym bawili.

Recytacja na medal

Czwórka uczniów naszej szkoły reprezentowała nas w wojewódzkim konkursie recytatorskim w języku angielskim, który odbył się dziś w Pałacu Młodzieży w Szczecinie. Rywalizacja była zacięta, a poziom bardzo wysoki (uczestnikami byli m.in. uczniowie szkół polsko-amerykańskich i native speakerzy). Tym bardziej ucieszyła nas wygrana jednej z uczennic. Laureatką konkursu została Sandra Antosik z klasy 2a. Gratulacje!

Laureatka konkursu recytatorskiego z SP2

Sandra recytowała trudny, klasyczny wiersz. Ambitnie! Zaprezentowała go bardzo ekspresyjnie, co zrobiło ogromne wrażenie zarówno na jury, jak i na publiczności. Brawo!

A tutaj relacja organizatorów.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Wielkanocne ozdoby

W ciągu najbliższych kilku dni w szkołach i przedszkolach powstanie zapewne całe mnóstwo okolicznościowych dekoracji. Mój osobisty przedszkolak będzie np. robić zajączka ze skarpetek (wypełnionego ryżem). W domu namówię go na coś prostszego, a równie efektownego: wydrukujemy na kolorowym papierze wizerunki zajączków, którym przykleimy pomponik w miejsce ogonka.

Dziś, żeby poczuć przedsmak świąt, a jednocześnie zrobić cioci drobny upominek, przygotował pickera-pisankę. Tak mu się to spodobało, że już produkuje kolejne egzemplarze – tym razem do udekorowania własnego pokoju. 🙂

Wzór pisanki pobrałam ze strony www.etiudka.wordpress.com i wydrukowałam 4 na jednej stronie – taka wielkość wydała mi się odpowiednia i proporcjonalna do długości patyczka.

Na szkolne zajęcia szykuję m.in. świąteczne quizy na Quizizz.com. Najmłodsi zrobią papierowe koszyczki z pisankami i nauczą się świątecznej piosenki.

Quizizz kontra Quizlet

Jakiś czas temu koleżanka z pracy opowiedziała mi, jak z powodzeniem wykorzystuje na lekcjach aplikację Quizizz. Pomyślałam, że skoro to taki szał, to i ja spróbuję. Na rozgrzewkę przed jutrzejszym Dniem Nowych Technologii w Edukacji zaproponowałam czwartoklasistom rywalizację w jednym z quizów. Wybrałam temat pokrywający się z naszym bieżącym. Szał rzeczywiście był. 🙂

Rzuciłam na tablicę widok z komputera, żeby dzieciaki mogły śledzić ranking. Dobrze, że to była ostatnia lekcja, bo wcześniej hałas z pewnością wywabiłby szefową z gabinetu. 🙂  Żeby tego rozgardiaszu uniknąć, musiałabym zrezygnować z wyświetlania informacji, jak komu idzie, jednak myślę, że to podnosi poziom adrenaliny i frajdy. Przynajmniej na początku, jak mniemam. Gdy aplikacja spowszednieje, będzie można z niej korzystać już bez tak wielkich emocji. I przy okazji poszukać kolejnej, świeżej, a przez to znów bardziej atrakcyjnej.

Trudno było uniknąć porównań między Quizizz a Quizletem, z którego korzystaliśmy do tej pory. Jedna i druga aplikacja ma swoje zalety. Myślę, że po tej lekcji Quizlet wyda się uczniom za mało dynamiczny. 🙂

Edit 9.04.2018 r.:

Powyższe zestawienie powstało na podstawie moich subiektywnych obserwacji poczynionych podczas lekcji j. angielskiego w klasach 3-7 w ciągu ostatnich 2 tygodni. Zdecydowana większość moich uczniów woli na lekcjach korzystać z Quizizz niż z Quizleta. Z kolei uczniowie klasy 7 przyznali, że Quizlet pomaga im przygotować się do sprawdzianów. Indywidualne preferencje mogą się różnić od opinii grupy.

Wielkanocna mapa myśli

W czasie rekolekcji rozmawiałam z uczniami klasy 7 o Wielkanocy w Wielkiej Brytanii. Najpierw rozlosowaliśmy i odczytaliśmy pocięty na fragmenty tekst artykułu na ten temat, a następnie na jego podstawie stworzyliśmy mapę myśli. Pokazałam uczniom przykładową prezentację moich absolwentów i zaproponowałam przygotowanie podobnych. Można też zrobić je „analogowo”. Czas – do najbliższego czwartku.

Co do samych rekolekcji, podczas sprawowania nad uczniami opieki w kościele naszła mnie pewna myśl wywołana zachowaniem młodzieży w tym miejscu. Trudno mi było oprzeć się wrażeniu, że niektórzy z nich nie są tam stałymi bywalcami. W przeciwnym razie umieliby się odpowiednio zachować. Czułam się wręcz jak elektryczny pastuch, który zagania owieczki (żeby nie powiedzieć bydlęta) do świątyni.

Jestem zdania, że nic na siłę. Według mnie, rekolekcje powinny odbywać się w godzinach popołudniowych tak, żeby rodzice po pracy mogli ze swoimi pociechami przyjść i przygotować się do pełnego przeżywania Świąt Wielkiej Nocy. Starsi uczniowie zaś – samodzielnie, podążając za duchową potrzebą. Tymczasem wygląda to tak, że prawie wszyscy cieszą się z trzech dni luzu, a pobyt w kościele traktują jak zło konieczne, przykry dodatek do tych luźnych dni.

W sąsiedniej szkole uczniowie realizowali normalne lekcje, a tylko na czas rekolekcji wychodzili do pobliskiego kościoła. To również jest jakiś pomysł.

Osobiście, życzyłabym sobie, żebym mogła jako nauczyciel albo wychowawca przyprowadzić chętnych uczniów kościoła, a dalej niech już każdy sam odpowiada za swoje zachowanie. Albo, jak już wyżej wspomniałam, przenieść realizację rekolekcji na godziny popołudniowe, kiedy dzieci są już pod opieką rodziców.