Dzień Babci i Dziadka

Babcie i dziadkowie to osoby o szczególnym znaczeniu w życiu dziecka. Niektórzy twierdzą, że rodzice są od wychowania, zaś dziadkowie – od rozpieszczania. Ci pierwsi są często zbyt zabiegani, by dać dzieciom to, czego ci drudzy na ogół mają pod dostatkiem: czas, uwagę, miłość, czułość, troskę, szczere zainteresowanie sprawami wnuków. Można by rzec, że dziadkowie niczym muzyka łagodzą obyczaje, tudzież międzypokoleniowe niesnaski i spory, służą radą, mądrością i doświadczeniem.

Takimi wyjątkowymi ludźmi są dla mnie moi dziadkowie. Jeśli chcecie wirtualnie poznać moją ukochaną Babcię, zajrzyjcie na innego mojego bloga: https://blogiceo.nq.pl/iteachwithpassion/najlepsza-babcia-na-swiecie/

Swojemu Dziadkowi, z szacunku dla Jego zasług, założyłam osobny blog: https://edwardmojsak.wordpress.com/

O tym, dlaczego dziadkowie są ważni, można poczytać tutaj: https://parenting.pl/dlaczego-dzieci-potrzebuja-czestych-kontaktow-z-dziadkami

Jest to temat bardzo aktualny wobec zjawisk eurosieroctwa, migracji czy alienacji seniorów.

A Wy, złożyliście już życzenia lub/i wizyty swoim Babciom i Dziadkom?

Fot. pixabay.com CC0
Reklamy

Mary Glasgow Magazines

Kilka tygodni temu zachęciłam swoich uczniów do zaprenumerowania Mary Glasgow Magazines. Po otrzymaniu przesyłki okazało się, że jeden z numerów poświęcony jest omawianej przez nas w szkole tematyce – i to dokładnie robotowi Nao. 🙂 Zainteresowanie tym tematem od razu wzrosło. 🙂

Cieszę się, że uczniowie szukają pozaszkolnego kontaktu z językiem angielskim. Ich wewnętrzna motywacja do nauki jest kluczem do ich sukcesu. Ja, metaforycznie mówiąc, mogę przyprowadzić konia do wodopoju, ale nie zmuszę go, żeby pił. Innymi słowy, mogę dwoić się i troić, ale jeśli uczeń sam nie poczuje potrzeby doskonalenia się, to osiągnę mniej niż przy jego aktywnej współpracy.

Jako uczennica kupowałam kiedyś „The World of English„. Mam je do tej pory. 🙂 Obecnie dwumiesięcznik ten nie ukazuje się, ale dostępne są online materiały z numerów archiwalnych (w menu trzeba wybrać „Articles”). To doskonałe zasoby dla osób przygotowujących się do egzaminów, konkursów i olimpiad, a także dla pomagających im w tym nauczycieli.

Lubiłam (ba! nadal lubię!) też analizować teksty piosenek, choć tu oczywiście wskazana jest czujność, gdyż niektóre hity zawierają błędy (np. dla zachowania określonego rytmu). Ale i na błędach – zwłaszcza cudzych – dobrze jest się uczyć, choćby po to, by samemu ich unikać.

W necie aż roi się od nagrań typu karaoke, które można wykorzystać do nauki zarówno w domowym zaciszu, jak i w szkole. Dzieci to lubią (które dziecko czy nastolatek nie marzy o karierze muzycznej?), a skoro tak, to warto to wykorzystać. Przynajmniej od czasu do czasu.

Robota dla robota

W zeszłym roku wspomniałam o wizji zastępowania ludzi robotami. Mimo iż moi 7-klasiści mi nie dowierzają, myślę, że stanie się to w kolejnym 10-leciu. A może nawet szybciej. Lubimy podpatrywać i zaszczepiać u siebie (czasem, niestety, bałwochwalczo i bezkrytycznie) różne nowinki z Zachodu. Jestem więc przekonana, że wkrótce zawita do polskich szkół popularny na Wyspach Brytyjskich robot Nao. W brytyjskich szkołach ów nowoczesny robot humanoidalny sprawdza się szczególnie w pracy z dziećmi z autyzmem. Można go kupić tutaj… w cenie średniej klasy samochodu.

O tym, jakie wyzwania niesie ze sobą wprowadzenie takich robotów do powszechnego użytku, piszą na Edunews „Czy roboty wygryzą nas z roboty?”. Z jednej strony zjawisko to wydaje się nieuniknione, jeśli chcemy iść z duchem czasu, a z drugiej – niesie sporo zagrożeń. Najbardziej ewidentnym zdaje się być bezrobocie w tej grupie ludzi, których zawody całkowicie znikną z rynku, gdyż zostaną w pełni zautomatyzowane. Bezrobocie z kolei, zwłaszcza długotrwałe, często pociąga za sobą inne negatywne zjawiska społeczne, jak wzrost agresji czy przestępczości.

Remedium na to zdaje się być m.in. dostosowanie systemu kształcenia do potrzeb rynku. I zaraz myślę o swojej szkole, w której pracujemy głównie na sprzęcie z odzysku – przestarzałym, zużytym, kapryśnym, który działa jak chce. Z piasku bicza nie ukręcisz. Tym bardziej, że i w domu nie wszyscy mają dostęp do nowoczesnych technologii.

Zgodnie z prawem dżungli, przeżyją tylko najlepiej przystosowani, czyli osoby elastyczne, skłonne do ustawicznego szkolenia i doskonalenia się. Ponadto już teraz trendem jest zmiana zatrudnienia i branży średnio co 2-5 lat, więc tak czy siak trzeba brać pod uwagę możliwość zmian. Okazuje się, że (za: MonsterPolska) osoby od lat wierne swojemu zakładowi pracy postrzegane są jako „zasiedziałe”, pozbawione ambicji i chęci rozwoju. Nie chodzi bynajmniej o to, żeby na siłę co kilka lat zmieniać pracodawcę, lecz by nieustannie zdobywać nowe kwalifikacje, być na bieżąco z nowinkami i nie popaść w rutynę.

Fot. http://www.pixabay.com CC

 

Christmas carols and songs

Odkąd każdą salę naszej szkoły wyposażono w komputer z dostępem do internetu, korzystam z różnych narzędzi TIK niemal na każdej lekcji. Quizlet jest wręcz na porządku dziennym. Zauważyłam, że gdy robimy ćwiczenia online w tej aplikacji, zaraz wzrasta mi liczba nowych użytkowników. Jest to dla dzieci bodziec, żeby jednak zarejestrować się na stronie quizlet.com

Ostatnio zaproponowałam ją rodzicom trzecioklasistów i powoli dochodzę do wniosku, że w pewnym zakresie będzie ona odpowiednia również dla pierwszaków.

Obecnie korzystam z kursu Tiger, w przeszłości wybrałam New Sparks Plus, który posiada świetną stronę ułatwiającą uczniom opanowanie poznawanego na lekcjach słownictwa. Zachęcam do odwiedzania tej strony, ponieważ mimo różnic między poszczególnymi kursami, słownictwo w dużej mierze się pokrywa. Jeśli już dziecko ma spędzać czas przed monitorem, to niech robi coś pożytecznego.

Dzisiaj z 7-klasistami śpiewaliśmy angielskie kolędy i świąteczne piosenki. Z rozrzewnieniem wspominaliśmy dawne wspólne czasy, gdy uczyłam ich języka angielskiego (mieliśmy kilkuletnią przerwę). Przygotowywaliśmy wówczas regularnie lekcje otwarte dla rodziców, podczas których uczniowie prezentowali okolicznościowe przedstawienia oraz wiersze i piosenki. W okresie świątecznym zaśpiewaliśmy wówczas kolędę „12 Days of Christmas„. Dziś ją sobie przypomnieliśmy. Pocięłam i rozlosowałam występujące w tym utworze świąteczne dary. Ustawiliśmy się w odpowiedniej kolejności i radośnie śpiewaliśmy. 🙂

Jest to bardzo „wdzięczny” tekst, jeśli chodzi o utrwalenie liczebników porządkowych. Można je usunąć i rozdać uczniom tekst do uzupełnienia.

Oprócz tego korzystaliśmy z kolęd i piosenek w wersji karaoke na youtube. Nie mogło wśród nich, oczywiście, zabraknąć nieśmiertelnego „Last Christmas”. 🙂 Wszak sezon w pełni. 🙂

This is wrong

Koniec pierwszego semestru zbliża się wielkimi krokami. Sezon na „Czy mogę poprawić ocenę?” uważam oficjalnie za otwarty. 🙂

Długo się zastanawiałam, czy poruszyć tu ten temat, ale ponieważ spotkało mnie to po raz kolejny, uznałam – ze względu na zasięg tego bloga – że jest to jak najbardziej odpowiednie miejsce, by napiętnować złe praktyki. Stąd też tytuł wpisu (w wolnym tłumaczeniu) „Tak się nie robi”, „To nie w porządku„.

Uważam się za dobrego nauczyciela i taki też mam odbiór w lokalnym środowisku. O ile uczeń jest chętny do współpracy i wykazuje choć minimalne zainteresowanie nauczanym przeze mnie przedmiotem, potrafię mu pomóc w osiągnięciu sukcesu na miarę jego możliwości. Mam wśród swoich podopiecznych takich, którzy bez pomocy z zewnątrz otrzymują wysokie noty i zdobywają kolejne stopnie wtajemniczenia. Mam też takich, którzy z pomocą osób trzecich – o, zgrozo, wykonujących ten sam zawód, co ja – próbują mnie oszukać, że znają angielski na przyzwoitym poziomie. Uważam to za brak etyki zawodowej, kiedy inny nauczyciel udostępnia uczniom testy, z których  korzystam w szkole (a dzieci jeszcze się tym chwalą… <facepalm>). Co ciekawe i przerażające zarazem, etyki zawodu nauczyciela nie ma w programie studiów licencjackich z języka obcego (piszę o tym z doświadczenia). Jest natomiast uwzględniona w toku magisterskich studiów pedagogicznych. Tak czy siak, zawód nauczyciela wymaga określonej postawy moralnej, która zdecydowanie wyklucza oszustwo.

Mimo iż powtarzam uczniom, że uczą się dla życia, a nie dla ocen, okazuje się, że nagle stały się one niezwykle ważne. Za kogo trzeba się lub mnie uważać, żeby sądzić, że nie zauważę nic dziwnego w tym, że uczeń w klasie wykazuje się wiedzą najwyżej na 3, a sprawdziany pisze bezbłędnie na 5 lub nawet 6? Najbardziej współczuję niczego nieświadomym rodzicom, którzy to oszustwo finansują. Kłamstwo ma krótkie nogi i prędzej czy później ujrzy światło dzienne. O ile uczeń nie zacznie pracować, to wyłoży się na egzaminie 8-klasisty. Albo zapomni języka w gębie w sytuacji życiowej wymagającej użycia języka obcego. Wtedy to dopiero będzie zaskoczenie dla wszystkich, bo przecież dotąd były same piątki i szóstki, a tu nagle ani be, ani me. Można oszukać każdego… z wyjątkiem siebie.

W tych okolicznościach przyrody pomysł utworzenia w szkołach komisji ds. etyki zawodowej nie do końca uważam za chybiony. Przydałoby się niektórych „rzemieślników” usunąć z zawodu lub przynajmniej porządnie utrzeć im nosa. Ciekawe też, jak zachowałby się dyrektor na wieść, że jego pracownik dopuszcza się takich przewinień. Albo rodzice – że sponsorują kogoś, kto zamiast rozwijać ich dziecko językowo, uczy je tylko poprawnie wypełniać luki w teście. Oczywiście, są to rozwiązania doraźne. Systemowo powinniśmy brać przykład z Finów, u których nauczycielem nie zostaje byle kto (bez urazy). Tam nie jest tak łatwo dostać się na studia pedagogiczne, ani je ukończyć. Dzięki temu do zawodu trafiają wyłącznie jednostki gruntownie do pełnienia swojej odpowiedzialnej roli przygotowane.

Nie każdy ma predyspozycje do bycia nauczycielem. Im prędzej to sobie uświadomi, tym więcej niewinnych umysłów ocali. 😉 Wróbla… na plewy? Misia… na sztuczny miód? No sorry, ale to nie tędy droga.

 

 

Lord of the Flies

Ostatnio omawiałam z klasą 7. treść książki „Władca Much” Williama Goldinga. Wspomniano o niej bowiem w podręczniku All Clear, z którego korzystamy. Informacje wsparte filmikiem ze SparkNotes zachęciły niektórych uczniów do zapoznania się z całością.

Mnie natomiast najbardziej zaintrygowała rozmowa nt. plagiatowania prac z internetu i niechęć do podejmowania samodzielnego wysiłku w kontekście zadania domowego (recenzja książki w oparciu o wskazówki z zad. 5, str. 35 – na jutro!). Odnoszę nieodparte wrażenie, że uczniowie niecierpliwie oczekują wprowadzenia do powszechnego użytku mikroprocesorów zintegrowanych z ich mózgami, dzięki którym będą mieli stały dostęp online do niezbędnych informacji, bez konieczności obciążania mózgu tak trudnym przecież procesem myślenia i przetwarzania danych. 😉

PS. Szeroko dyskutowanym zadaniom domowym poświęcę osobny wpis.

 

Quizlet

Jakiś czas temu wspomniałam, że wgryzam się w Quizlet. To darmowa aplikacja do nauki słówek, z której można korzystać online na stronie quizlet.com lub którą można pobrać na dowolne urządzenie mobilne.

Wprowadzam tam słówka (i obrazki), których uczymy się na lekcjach. W (atrakcyjnej, moim zdaniem) formie fiszek i gier dydaktycznych uczniowie mają szansę przećwiczyć je na Quizlecie.

Prawie miesiąc zajęło uczniom zarejestrowanie się na tej stronie. Wciąż nie wszystkim się to udało, co zaczyna przyprawiać mnie o ból głowy (chciałabym bowiem m.in. sprawdzić, czy i w ich przypadku okaże się to skutecznym narzędziem oraz skorzystać z opcji „live” na lekcjach). Ci, którzy zrobili to sprawnie, już odczuwają efekty. Postawa pozostałych po prostu mnie zadziwia, ponieważ – o ile mi wiadomo – nie da się przyswoić słówek przez osmozę. Trzeba je JAKOŚ przećwiczyć i zapamiętać. „Niestety”, nie mogę też nauczyć się za nich. Jeśli więc nie odpowiada im moja propozycja, powinni poszukać innych opcji, które odpowiadają ich stylowi myślenia i działania (to takie moje pobożne życzenie). A po ocenach widzę, że nie szukają wyjścia ze swojej dość kiepskiej sytuacji. Cóż, można przyprowadzić konia do wodopoju, ale nie zmusi się go, żeby pił.

Podobno generalnie dzieci mają bardzo silną motywację, tylko niekoniecznie do robienia tego, na czym nam w danej chwili najbardziej zależy. 🙂 Ponadto, cytując słowa znanej podróżniczki Beaty Pawlikowskiej, każdy dochodzi do mądrości własną drogą. Inny zaś mędrzec rzekł, iż nawet najdalszą podróż zaczyna się od pierwszego kroku (Lao Tzu). Trudno osiągnąć pożądane efekty bez chociaż minimalnego wysiłku.

School uniforms

W ferworze pracy umknął mi wpis o szkolnych mundurkach, który obiecałam swoim pierwszakom. Nic tak nie przykuwa ich uwagi, jak przyniesione do klasy realia.

 

Katalogi z mundurkami

Odnalazłam więc w swoich archiwach fotki zrobione przed kilku laty podczas wizyty u kuzynki w Anglii. Publikuję je za zgodą jej i jej dzieci.

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Oprócz tego zaprezentowałam dzieciom kilka innych zdjęć – przedstawiających mnie na tle różnych atrakcji Londynu. „Ale pani była wtedy ładna!” – usłyszałam. 🙂 „A teraz to niby co?” – pomyślałam rozbawiona szczerością uczniów. 🙂

Przy okazji udało mi się znaleźć w necie filmik do tradycyjnej angielskiej rymowanki dedykowanej użytkownikom podręcznika Tiger: https://www.youtube.com/watch?v=c5UweC15UtA . Z takim zapleczem dużo łatwiej uczyć.